Blog > Komentarze do wpisu

RAZ NA WOZIE, RAZ W NAWOZIE...

No dobra, ja wiem, że mi łatwo tak mówić, że nie mam wielu powodów do narzekania, a i ktoś może mi zarzucić, że nie znam życia. Fakt, nie miałam zbyt pod górkę. Wychowałam się w pełnej, kochającej się rodzinie, skończyłam dobre studia, mam pracę, którą lubię, mam swoje pasje i potrafię znaleźć na nie czas. Mam mężczyznę – kochanego męża i dobrego ojca. Obie ciąże przechodziłam w zasadzie bezproblemowo, rodziłam szybko i bez kłopotów, bez znieczuleń, bez traumy, z  troskliwą położną, a do formy sprzed ciąży dochodziłam w kilka tygodni po porodzie. Moje dzieci, dzięki Bogu, nie chorują, są mądre i radosne.  Fajnie. Naprawdę fajnie.

Ale na każdym krysztale można dostrzeć rysę… Ja moje rysy wycieram każdego dnia. Pluję na nie i trę, trę tak, aby nie było widać. Już są coraz mniej widoczne, już prawie ich nie widać. Ale jak wiadomo – PRAWIE robi różnicę.

Nie o to, nie o to, nie o to! Nie chcę się chełpić swoim „szczęśliwym” życiem. Każdy ma jakieś swoje zadry i każdy czasem ma łzy, które chce ukryć. No i ja właśnie je ukrywam. Złościom i żałościom mówię stanowcze NIE! Odsłaniam za to swoje jasne…pardon – blade jak cholera liczko i choć nie chce mi się bardzo – zabieram się za mycie podłóg!

czwartek, 13 czerwca 2013, countrygirl

Polecane wpisy

Komentarze
2013/06/13 11:24:06
Podoba mi się Twój optymizm ;-) Będę zaglądać, żeby sprawdzić, czy zaraża ;-) ja też mam czasem ciężko, nie daję rady, (a mam tylko jedno dziecko, to co ja wiem o ciężkim życiu ;-)), mimo to na moim blogu staram się uwieczniać tylko zabawne zdarzenia, bo za xxx lat tylko takie chcę pamiętać ;-)
pozdrawiam serdecznie!
-
2013/06/13 12:27:14
Bardzo dziękuję i zapraszam. Mój optymizm jest z pewnością w chorobliwym stadium, ale nie chcę się na to leczyć! Zresztą - chyba NFZ nie refunduje, co?;-)