Blog > Komentarze do wpisu

SIEDZĘ W DOMU Z DZIECKIEM...

Demonstracje na kijowskim Majdanie to mały pikuś w porównaniu z domowym majdanem, jaki mam od tygodnia z okładem. Do zimowych igrzysk w Soczi zostało jeszcze kilka dni, a my już zdążyliśmy zaliczyć zimową sztafetę wirusową. Młoda przyniosła z przedszkola gila i poczęstowała nim Kalafiora. Ten z kolei obdarował gilem mnie. Zatem od dwóch dni sama zdycham przy okazji pielęgnując niespełna roczne potomstwo.
 
No więc siedzę w domu z chorym dzieckiem... I tak sobie myślę (zapewne nie ja jedyna, nie ja pierwsza i nie ostatnia), że to "siedzenie z dzieckiem w domu" to zdziebko przereklamowana sprawa. Bo to trochę tak, jak z tą świnką morską. Ani to świnka, ani morska. A więc ani to siedzenie (bo usiąść to ja sobie mogę na chwilę na sedesie), ani w domu (bo to przychodnia, szpital - a w poczekalni to można sobie poczekać, oj można), no i w zasadzie to nawet czasem nie z dzieckiem. A w każdym razie nie z dzieckiem, które się znało dotychczas. Bo zasmarkane i gorączkujące dziecko, to nie to samo...
 
Siedząc w domu z dzieckiem i po przeczytaniu świetnego artykułu, jaki napisała moja serdeczna koleżanka wraz ze swoją koleżanką - tutaj - zaczęłam się
zastanawiać nad całą paranoją tej sytuacji. "Polska to jest bardzo dziwna kraj", jak mawiał jeden z telewizyjnych bohaterów lat 90-tych niejaki Zulu Gula (kto pamięta???) Dziecko lało mi się przez ręce, ponad 39 stopni na liczniku przez kilka dni, nie do zbicia... a ja się zastanawiam, jak to moja firma przyjmie... Przyjęła nad wyraz dobrze, ale... kompa służbowego do domu wzięłam i po godzinie 22, jak już młody zasnął, a ja po półgodzinnej drzemce nabrałam siły na to, by wstać, założyć szlafrok i ciepłe paputki i podreptać ciuchutko do komputera -dziergałam te tabelki...
 
Dziergałam i szlag mnie trafiał... Na nasze państwo - podobno prorodzinne. I na nasze społeczeństwo - podobno tak katolickie i tak prolajfowem, a mające w glebokim poważaniu matki i ich problemy, w myśl zasady: "Twoje dziecko-ty się o nie martw i nie zawracaj nam dupy swoimi rozterkami". I choć obóz rządzący jest mi jak najbliższy ideowo, to jako matka nie mogę zapominać o tak ważnej dla mnie kwestii jak pomoc państwa rodzicom. I żeby nie było wątpliwości - uważam, że państwo nie jest od tego, aby dawać i pomagać wszystkim, jak leci, tylko tym najbardziej potrzebującym. Nie mam więc roszczeniowej postawy i nie wymagam dlatego, że "coś mi się należy", nie wkurzam się, że becikowe przyszługuje tylko od jakiegoś progu i że ja się na ten próg nie załapałam (choć mieć tysiaka w portfelu, a nie mieć - choćby jednorazowo - to istotna różnica). Uważam, że należy mi się od życia tylko tyle, ile sama włożyłam. Uważam jednak, że państwo powinno przezde wszystkim dawać szansę młodym mamom na powrót na rynek pracy i szybkie podnoszenie kwalifikacji zamiast dawać bezsensowne i dla wielu kontrowersyjne donacje. Dawać wędkę, a nie rybę - to największe wyzwanie, Państwo Rządzący! Tyle że bezpieczniej jest dac przywileje kolejarzom czy górnikom, hutnikom i innym metalowcom, którzy na Wiejską z chodnikiem w rękach przyjeżdżają...
Chciałabym doczekać czasów, kiedy normą będą przyzakłdowe żłobki czy przedszkola. Kiedy rodzice bez cienia wątpliwości będą mogli rozłożyć sobie
część pracy na zasadach home office. Kiedy nikt nie będzie patrzył krzywo zarówno na matki, wychowujące dzieci do 3 roku życia, jak i na te, które po 4
mesiącach z radością i ulgą wracają do pracy na pełen etat. I żeby to była decyzja matki, a nie presji społecznej. I niech społeczeństwo w końcu zrozumie,
że wychowanie dziecka, to nie bułka z masłem, kaszka z mlekiem, tylko ogromny Big Mac z podwójnym serem!
piątek, 31 stycznia 2014, countrygirl

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Samozwańcza Filozofka, *.koba.pl
2014/02/05 18:46:32
Ja również zmagałam się niedawno z ponad 39 stopniową gorączką córy. A "siedzę" z nią w domu nie dorywczo, a pełnoetatowo i faktycznie z siedzeniem nie ma to nic wspólnego. Dużo w naszym społeczeństwie niezrozumienia i nieżyczliwości. Ja także marzę o życiu w państwie tolerancyjnym i empatycznym, w którym nie istnieje presja społeczna, nikogo się nie szkaluje tylko dlatego, że robi coś inaczej, jednak w zgodzie z samym sobą. Jest to chyba jednak nie do osiągnięcia. A przynajmniej nie najbliższym czasie.