RSS
czwartek, 28 listopada 2013

Niania w osobie mojego Taty, wraz z Mamą wyjechała na krótkie wakacje. Trzeba było zatem zorganizować zastępczą placówkę opiekuńczo-wychowawczą
dla najmłodszego członka naszej rodziny. Młody spędza więc część dni z Tatą, część dni z Babcią nr 2 no i część  ze mną. A zatem jestem w domu. Dwa dni z moim Kalafiorkiem, z telefonem służbowym i komputerem, czyli home-office. Albo „coś a’la w podobie”. Bardziej „w podobie”, ale niech będzie.

Zimno mnie natchnęła tu . Ja też dziś w pokaźnym rozkroku, bynajmniej nie na „stanisławęryster”, bo w leginsach. Bo na luzie. Bo o ile jeszcze w dżinsy czasem do roboty się wsunę, o tyle w rajtach typu getry jeszcze mnie nie widziano publicznie. No, ale z drugiej strony – dziś czas dzielę pomiędzy pracę zawodową a Syna, zatem słowa „SIEDZĘ W DOMU Z DZIECKIEM” są daleko na wyrost i grubo przesadzone i w ogóle. Dwa dni w nieformalnym anturażu, bez elewacji frontowej na twarzy, z komputer na kolanach, Młody w kojcu bawi się w Teatrzyk Zielona Gęś, a ja bez pośpiechu wychylam kolejną filiżankę latte z moim ostatnim cudownym odkryciem – syropem piernikowym. Jest mi dobrze. Czuję się dziś jakbym wygrała szóstkę w totka. Cieszę się każdą wspólną chwilą jak głupia, każdym uśmiechem, każdym całuśnym "mama", każdym "eee" i "oooo", każdym pierdnięciemi i każdym kichnięciem z buzi pełnej tartej marchewki. Upajam się póki czas, bo wiem, że w niedzielę po południu będę się modlić, by ów czas przyspieszył i żeby był już poniedziałek godz. 7:20! Bo wszystkie ręki i nogi mi opadną.

Póki co – pląsamy od rana nieporadnie – On i ja – wszystkie walce tego świata – od Kilara po Szostakiewicza, od Czajkowskiego po Straussa… A jako że kończący się rok jest Rokiem Tuwima, nie może być inaczej – creme de la creme naszych dzisiejszych wygłupów -  „Grande Valse Brillante”!

13:50, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 listopada 2013

Scarlet O'Hara od zawsze moją idolką była. I to nie tylko dlatego, że była piękna i piekielnie inteligentna. Nie dlatego nawet, że była mistrzynią ciętej riposty, zawzięta, bezczelna i pełna determinacji. Nade wszystko dlatego, że była prymuską w mojej ulubionej grze pt. "Pomyślę o tym jutro". To bardzo dobre rozwiązanie wielu podbramkowych sytuacji, a będąc matką - okazuje się być rozwiązaniem także bardzo pragmatycznym. Dla własnego zdrowia psychicznego. I dla bezpieczeństwa innych współdomowników. O zasadach gry, w której jestem równie dobra - "Jakoś to będzie" pisze tutaj moja Siostrzana Zwariowana Dusza - Nowelia. Matka Polka Nowelia, póki co - pięknie się zdynstansowała do świata, do ludzi a nade wszystko do siebie i do swoich neuroz. I chwała jej za to!

Od czasu, kiedy jestem matką bis fascynują mnie również zasady gry "Wszystko mam w dupie". Zauważyłam także, że wraz z wiekiem i macierzyńskim stażem odzywa się we mnie coraz głośniej niepokorna punkowa natura i narasta u mnie poziom buntu oraz ilość tzw. odjechanych pomysłów. Różowe rurki? Why not? Oversizowa koszulka - YES! Totalnie nowa fryzura a'la Pink - me like! Ba! Nawet na własne potrzeby uknułam sobie teorię: Dlaczego kobiecie, która zostaje matką po raz drugi, trzeci, etc. trudniej jest wbić się w ciuchy sprzed ciąży? Bo ma więcej rzeczy w dupie. No a wiadomo, prawo Murphy'ego działa i w tym przypadku. Nie idzie w cycki, tylko w tyłek. Dziecko czworakuje po całym domu w samych galotach? Je z psem z jednej miski? Bawi się z kotem? Wcina Fride? Smoczek zleciał na podłogę? Kto by sterylizowł butelki? Biszkopty skleiły włosy? Jedna rękawiczka na plecach, a druga przy kolanie? Życie...

Polubiłam fakt, że takich "wszystkomamwdupnych" sytuacji jest ostatnio w moim życiu sporo. Lubię mieć ten komfort, że wiele spraw po prostu spływa po mnie jak po kaczce. I recytuję za Tuwimem - o którym wspominałam kiedyś na Countrygirl tutaj:

Uczone małpy, ścisłowiedy
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!

 

15:04, countrygirl
Link Komentarze (2) »